Tęsknie. A nie wiem czy powinienem.
Zawsze myślałem, że to wszystko jest takie proste. Że nie ma się nad czym zastanawiać. Że potrafię się zdystansować, spojrzeć na to wszystko z boku. Chciałbym. Rzeczywistość okazuje się inna. Nie potrafię przestać myśleć, zamęczać się rzeczami, które nie powinny mieć znaczenia. A mają. Dlaczego? Pewnie dlatego, że mi nie przeszło. Nie potrafię się do tego przyznać. Nie chcę. Albo nie, boję się konsekwencji. Przecież już wcześniej się nie udało. Po co się oszukiwać. Ta nadzieja nic mi nie da - po za kolejnymi dniami, z których nic nie będę pamiętał. Potrzebuję rozmowy. O tym jak jest i co dalej. Bo nie wiem czy mam sobie zacząć już wmawiać, że to nie dla mnie czy może popłynąć. Tylko jak zacząć, nie chcę tego zniszczyć. Nie chcę naciskać. W sumie to już wiem czego chce.
Źle mi z tym wszystkim. Nie potrafię się pozbierać. Nie wiem co robić. Jak się zachować. Może lepiej zrezygnować? Zapomnieć i żyć dalej. Tak będzie łatwiej. Ale czy coś to zmieni? Nie wiem. Boję się.
Nie wiem już czego chcę. Myślałem, że się zmieniłem. Że potrafię inaczej. Kolejny raz się myliłem. Wyobrażam sobie zbyt wiele. Mam nadzieje na zbyt wiele. Nie dociera do mnie, że można się zmienić, że można nie chcieć. Dlaczego tak mi zależy? Dlaczego boje się mówić o tym co czuje? Tak bardzo chciałbym to wszystko jakoś ogarnąć. Tęsknie. A to jest zły objaw.